poniedziałek, 10 maja 2021

Wstępnie klepnięta nowa rezerwacja

No i ta Sardynia nie jest nam pisana. Ponownie ją odwołaliśmy. Za to również ponownie zarezerwowaliśmy Chorwację. Tym razem wybór padł na Tučepi. To miejscowość oddalona o około 20 km na południe od Breli oraz 5 km od Makarskiej, więc rejony dobrze nam znane. Jako, że zaczęliśmy nowej kwatery szukać dość późno, to niestety i oferta jest już dość mocna ograniczona i nie ma co wybrzydzać. Poniżej kilka zdjęć z naszej konkretnej rezerwacji, a na samy dole wpisu możecie zobaczyć film z Tučepi.







wtorek, 20 kwietnia 2021

Koncert ponownie przesunięty

To już kolejny raz przesunięto koncert. Tym razem na czerwiec. W sumie to słuszna decyzja.


Pierwotnie miał on się odbyć 5 kwietnia 2020 roku. No cóż, nadal nie tracę nadziei.

wtorek, 13 kwietnia 2021

Akumulator do UPS-a

Wszystko wskazuje na to, że padł mi akumulator zasilacza awaryjnego. Nie przechodzi on testu wewnętrznego. W serwisie APC koszt nowego akumulatora to około 280 zł. Akumulator wygląda jak na zdjęciu poniżej.

Jednak coś mnie nakłoniło do zerwania białej nalepki firmowej APC. I pod nią ukazał mi się faktyczny producent akumulatora oraz jego symbol. Udało mi się zamówić go w Niemczech, bezpośrednio od producenta, za kwotę 74,10 zł plus 26 zł za wysyłkę. Piszę o tym by przestrzec przed pochopnym kupowaniem w autoryzowanych serwisach. Poniżej przedstawiam zdjęcie akumulatora bezpośrednio od producenta - bez nalepki APC.



poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Rodzinne pamiątki

Wśród nielicznych pasji mojego zmarłego taty, można wyszczególnić dwie. Pierwsza to modelarstwo. Tata sklejał modele kartonowe publikowane w czasopiśmie "MAŁY MODELARZ". Trzeba przyznać, że był w tym faktycznie dobry. Drugą jego pasją było filmowanie. Tata tworzył nie tylko pamiątki rodzinne, ale i filmy fabularyzowane, do których sam pisał scenariusze. Obecnie jest problem z odtworzeniem tych klisz, gdyż sprzęt (projektor) jest niesprawny, a koszty jego naprawy przekraczają jego wartość. Ale znalazłem firmę która zajmuje się profesjonalną digitalizacją klisz 8mm. Wykonują to metodą skanowania, a nie kręcenia kamerą materiału z ekranu.
Takie rozwiązanie zapewnia możliwie najlepsza jakość podczas zgrywania. W tym tygodniu mam zamiar wysłać jedną szpulę na próbę. Wyślę taką mniej istotną, żeby przy ewentualnym uszkodzeniu kliszy, nie stracić za wiele wspomnień. Alternatywą dla wykonania usługi digitalizacji, był zakup sprzętu, by samemu wykonać sobie takie skanowanie. Koszt profesjonalnego urządzenie to około 3000 zł. Jednak po podliczeniu kosztów zgrania, nie opłaca mi się zakup tego sprzętu. Zwłaszcza, że po zgraniu wszystkich klisz, sprzęt ten stałby bezczynnie u mnie. Te 3000 zł wolałbym zainwestować ewentualnie w kolejny obiektyw do aparatu...

czwartek, 8 kwietnia 2021

Chcę normalności !!!

Na początku pandemii, każdy z nas zadawał sobie pytanie: znasz kogoś kto by miał COVID-19? Gdyby nie fakt, że znamy się z Rafałem, pracującym podczas pierwszej fali w szpitalu jednoimiennym w Zgierzu oraz z Anią pracującą w szpitalu Kopernika, pewnie i my mielibyśmy wątpliwości. Jednak informacje docierające od nich nie pozostawiał złudzeń. Później, COVID-19 zaczął się pojawiać sporadycznie wśród znajomych, by obecnie uderzyć z niespotykaną siłą i to bardzo blisko. Niestety, to już nie tylko zachorowanie, ale i śmierć znajomych i najbliższych. Teraz już nikt nie pyta czy znasz kogoś kto chorował. Są oczywiście osoby, cały czas negujące istnienie oraz zagrożenie jakie niesie COVID-19, ale na nich szkoda miejsca na tej stronie.

Każdy z nas ma już chyba dosyć tej pandemii i chciałby powrotu normalności. Ja również z utęsknieniem czekam na to, aż COVID-19 odpuści i będzie można normalnie wyjść ze znajomymi do pubu na piwo, do kina, do restauracji czy na koncert. Tegoroczne wakacje mamy całkowicie zaplanowane. Trasy, noclegi, zwiedzanie po drodze, prom. Niestety wszystko wskazuje na to, że nie dojdą one do skutku. Czekamy do ostatniego możliwego momentu, by odwołać rezerwacje bez ponoszenia poważniejszych kosztów. A póki co, pozostaje nam życie wspomnieniami normalności, która jeszcze trochę ponad rok temu, była tak oczywista, że nikt nie zwracał na nią uwagi.

Dzisiaj znalazłem zdjęcie z kwietnia 2017 roku, z koncertu mojego ukochanego Lady Pank. Miałem wtedy przyjemność spotkać się osobiście z zespołem. Koncert który był zaplanowany na maj ubiegłego roku, przekładano już chyba cztery razy. Ale nie tracę nadziei, że się jeszcze zobaczymy.

kliknij by powiększyć

piątek, 2 kwietnia 2021

Wędzenie

Dzisiaj dopisała pogoda. Postanowiliśmy więc zorganizować wędzenie. Jeśli ktoś nie jadł szynki wędzonej z kością to zalecam spróbować. 






A jak wędzenie to i flaszka musiała być. Na pierwszy rzut poszła żurawinówka, a na drugi tzw. smak wakacji czyli figówka. Musiało być delikatnie, żeby nie popalić wędzonki... :)

Szczepienie na COVID-19

kliknij by powiększyć
Wczoraj, czyli 1 kwietnia, odblokowano terminy szczepień dla osób 40+. Było to dla wszystkich całkowitym zaskoczeniem. Po zalogowaniu na e-pacjenta pojawiła mi się możliwość umówienia wizyty w przychodni. I tak uczyniłem. Pierwotnie zapisano mnie na 11 kwietnia na godzinę 13:40, by po dwóch godzinach przesunąć ten termin na ponownie 11 kwietnia na godzinę 11:00. I wtedy już w mediach podawano, że błąd systemu (sic!). Nie chcę tutaj wdawać się w tematy polityczne, bo staram się tą stronę utrzymywać w tematyce apolitycznej, jednak nie sposób nie zauważyć, że podczas tej pandemii cały system się nie sprawdza oraz, że ktoś zdecydowanie "nie odrobił lekcji". Dzisiaj o 2:11 przyszedł do mnie sms, że termin mojej wizyty szczepiennej został przesunięty. Jednak nie podano nowego terminu. Jako, że ja prowadzę tryb życia wczesno ranny, to o 4:00 wbiłem się na e-pacjenta, a tam wisi sobie skierowanie tak jak dzień wcześniej i czeka na ponowne wyznaczenie wizyty. Więc wyznaczyłem na pierwszy najszybszy termin jaki znalazłem i tak już 12 maja uda mi się zaszczepić.

Teraz tylko należy mieć nadzieję, że w zdrowiu dotrwa się jakoś do tego szczepienia, co wcale nie jest oczywiste, bo ludzi którzy mają wyjeb4ne na tą pandemię jest coraz więcej i widać to na każdym kroku.

wtorek, 23 marca 2021

Okno na świat

Jak wielkim nieszczęściem jest przykucie do wózka osoby, która na co dzień była bardzo aktywna fizycznie? To wiedzą wszyscy których dotyczy ten problem. Minęło dziesięć miesięcy od fatalnego udaru jakiego doznała moja mama. Przez koronawirusa mieliśmy zdecydowanie utrudnione zadanie, by zorganizować rehabilitację mamie. Umieścić mamę na oddziale rehabilitacyjnym pomogła nam Ania (Ania do dobry anioł naszej rodziny). Niestety, obecnie już wiemy, że czas spędzony przez mamę na tym oddziale, był czasem straconym. W ocenie rehabilitanta który zajmował się mamą bezpośrednio po udarze, mama w listopadzie wróciła do domu uwsteczniona. Oznaczało to mnie więcej tyle, że po oddziale rehabilitacyjny mama mogła wykonać mniej czynności niż przed nim. Obecnie ja już straciłem nadzieję na poprawę stanu mamy, i chociaż wykonujemy z Krzysztofem zalecone przez rehabilitanta ćwiczenia, to jednak nie widzimy żadnej poprawy. W zasadzie można powiedzieć, że z etapu rehabilitacji przeszliśmy na etap pielęgnacji. I tak już chyba zostanie. 

Najsmutniejsze jest to, że mieszkając na czwartym piętrze, głównym oknem na świat jest jej okno balkonowe. Jak patrzę na moją mamę wyglądającą przez okno i cieszącą się z tego, że zobaczyła kogoś idącego chodnikiem to napływają mi łzy do oczu, a w gardle robi mi się wielka klucha.

Najgorsze w tej całej sytuacji jest to, że do udaru doszło z powodu zbagatelizowania przez mamę utrzymującego się jej przez tydzień wysokiego ciśnienia. Udało się nam odczytać pamięć ciśnieniomierz i mama, bezpośrednio przed udarem, miała ciśnienie na poziomie 110-200 mm Hg. Wystarczyło by wtedy zacząć brać leki. Mama powinna o tym wiedzieć. W końcu tyle lat była pielęgniarką. Ale teraz można gdybać.

niedziela, 14 marca 2021

Przygotowania do wiosny

Wczoraj postanowiliśmy przygotować naszą kosiarkę do wiosny. Zdjęliśmy łańcuchy i odpięliśmy pług. Choć śniegu w tym roku nie było za wiele, to jednak pług był dość intensywnie używany. Już sam fakt, że od domu do bramy wjazdowej mamy około 80 metrów powoduje, że jest co odśnieżać. Lemiesz dość mocno "oberwał" i w zasadzie na następny sezon będzie trzeba do wymienić. 


Złożyliśmy też przyczepkę. Teraz będzie można sprawnie wywozić trawę. W zasadzie zostało nam już tylko założenie kosiarki i sprzęt gotowy.






czwartek, 11 marca 2021

LP40 już u mnie !

Dzisiaj dotarła do mnie najnowsza płyta Lady Pank. Po pierwszym przesłuchaniu mam mieszane uczucia. Jutro premiera i płyta pojawi się w sprzedaży oraz wszystkich platformach streamingowych. Będziecie mogli więc posłuchać i ocenić samemu.

Choć do wakacji daleko i w zasadzie nie wiadomo czy wyjazd będzie możliwy, to przypomnę, że mamy już dokonane rezerwacje kwater, zarezerwowany prom, ustaloną trasę dojazdową oraz co zwiedzamy podczas podróży. Postanowiłem w tym roku jeszcze polepszyć nasze środki łączności. Przesiadamy się na cyfrówkę. Jestem pod ogromnym wrażeniem możliwości tych radiotelefonów. Zasadniczo jakbym się przesiadł z hulajnogi do samochodu.


sobota, 27 lutego 2021

Odszedł Jan Bednarek

Pragnę poinformować, że 26.02.2021 roku, na skutek długotrwale trwających powikłań poudarowych, w szpitalu Jana Bożego w Łodzi, zmarł mój tata Jan Bednarek. O dacie i miejscu pogrzebu poinformuję w kolejnym wpisie.



wtorek, 23 lutego 2021

Tagowanie zdjęć cd...

Wpisów mało, bo przez tą pandemię mało się dzieje. Cały czas pracuję w reżimie sanitarnym nałożonym przez pracodawcę - tydzień w miejscu pracy, tydzień zdalnie z domu. Niestety z moich obserwacji wynika, że sytuacja ta nie zmieni się zbyt szybko. Stan mamy nie uległ żadnej zmianie. Nie jest ani lepiej, ani gorzej. CI co dzwonią do mamy regularnie mają również kontakt ze mną i znają całą sytuację z pierwszej ręki, dlatego nie będę się tu o tym teraz rozpisywał.

Postanowiłem w wolniejszym czasie kontynuować tagowanie zdjęć. Sądzę, że mam już wykonane około 90% pracy. To naprawdę ogromne wyzwanie, ale i ułatwienie podczas wyszukiwania czegoś wśród blisko 100 000 fotografii. Szczęśliwie obecnie więcej zdjęć taguję niż robię. Dlatego prace posuwają się do przodu. Jak widzicie na załączonym zrzucie (kliknijcie w zdjęcie by je powiększyć), pozostały mi nawyki z poprzedniego aparatu i każdy kadry wykonuję dwa razy, na wypadek gdyby któryś był nie ostry. W ten sposób marnuję miejsce i bez sensu zużywam matrycę. Staram się walczyć z tym nawykiem, ale lata przyzwyczajeń na razie wygrywają.

środa, 20 stycznia 2021

Jestem ozdrowieńcem !!!

Szczęśliwym może być każdy kto przeszedł COVID-19 bezobjawowo lub w sposób lekki. Niestety u nas w domu nie wszyscy zaliczyli się do grupy 80% osób przechodzących tą chorobę bezobjawowo. Ale od początku. Najprawdopodobniej wszyscy zaraziliśmy się od teścia. On miał przed samymi świętami kontakt z osobą "pozytywną". Niestety informacja o tym fakcie dotarła do nas przed samym sylwestrem, gdy teść już był w fatalnej kondycji, a ja zaczynałem czuć się źle. Oczywiście w I święto wszyscy spotkaliśmy się u mnie na kolacji... Efekt końcowy jest taki, że teść trzeci tydzień leży w szpitalu pod tlenem. Pocieszające jest to, że wczoraj zmniejszono mu przepływ do 12 litrów, kazano zdejmować maseczkę i zacząć chodzić po pokoju. Teściowa (wynik testu RT-PCR - pozytywny) przechodzi COVID-19 w sposób łagodny. Po za wysypka na ciele w zasadzie nic jej nie dolega. Agata (wynik testu RT-PCR - negatywny, wynik testu IgG - ujemny). Tu jest zagadkowa sprawa. Bo jeśli COVID-19 jest faktycznie tak zaraźliwy, to jak mieszkając pod jednym dachem, można się nie zarazić? Jest jeszcze inne wytłumaczenie. Agata może być w oknie serologicznym i test RT-PCR już był negatywny, a IgG nic nie wykazało, bo jeszcze nie wytworzyła przeciwciał. Kuba z Maciejem - bez objawów. Jeżeli chodzi o mnie to test RT-PCR - negatywny, test IgG - dodatni, przeciwciała na poziomie 4,97. 


Agata będzie powtarzała test za dwa tygodnie to i ja z nią pojadę i sprawdzę, czy przeciwciała u mnie jeszcze rosną, czego się spodziewam. Ja miałem niestety objawy i to dość duże: ból głowy, temperatura (38,7°C), ogromne dreszcze, utrata samego smaku - powonienie mi zostało, problemy z oddychaniem - saturacja spadająca do 87%. Ale najgorsze w tym było ogromne zmęczenie. Wyobraźcie sobie, że zwykłe pójcie do toalety robi się dla was wyprawa w Himalaje. Po powrocie do łóżka przez kilkanaście minut walczycie o każdy oddech. Tak krytyczne miłem na szczęście tylko 3 dni. Później było już lepiej. Obecnie mam dwa objawy: okresowo intensywny kaszel, oraz walkę o oddech po każdym, nawet najmniejszym wysiłku. Mam nadzieję, że te dolegliwości też miną i to jak najszybciej.

czwartek, 7 stycznia 2021

Małe wyjaśnienie

Od ubiegłorocznych wakacji, docierały to nas pytania osób odwiedzających tą stronę, czemu na zdjęciach z naszego wypoczynku w 2020 roku nie ma nas. Sądzę, że należy zamieścić kilka słów wyjaśnienia na ten temat. Otóż, jak to powiedział kiedyś mistrz Stanisław Lem: „Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie zajrzałem do internetu”. Okazuje się, że ludzie są zawistni o wszystko. O to, że ktoś kupił w miarę nowy samochód, że spędza wakacje za granicą, że remontuje dom, itp. Można to podsumować tak: jeżeli masz lepiej niż ja to będę cię hejtować. Jeśli dołączymy do tego jałowe dyskusje i krytykowanie, że ktoś chce coś osiągnąć i dorabia do pensji lub emerytury, to zaczyna się wyłaniać prawdziwy obraz zawiści ludzkiej. Niestety najczęściej występującej w dość bliskim otoczeniu. Dlatego właśnie w czerwcu ubiegłego roku podjęliśmy decyzję o założeniu blokady informacyjnej na najbardziej newralgiczne informacje dotyczące naszych rodzin. Nie muszę chyba wyjaśniać czemu piszę w liczbie mnogiej. Podjęliśmy również decyzję o utworzeniu niepublicznej grupy tylko i wyłącznie dla najbliższej rodziny i tam zamieszczane są "ekskluzywne" materiały dotyczące naszych życiowych perypetii. Przepraszam z tego miejsca wszystkie normalne osoby które nie należą do naszej rodziny, ale nie ma możliwości żebyście mogli śledzić tą grupę. Takie zrobiliśmy ustalenia i ich się trzymamy. Tylko NAJBLIŻSZA rodzina. I tak już pozostanie. Nie chcę blokować ponownie strony, żeby dostęp do niej był tylko na hasło, bo nie o to chodzi w tym wszystkim.

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Sardynia coraz bliżej :)

Po raz kolejny Tomek pokazał, że w znajdywaniu hoteli jest bezkonkurencyjny. Ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że szukałem noclegu w Niemczech, a on we Włoszech. Najważniejsze jednak, że się udało. Po drodze, przed promem, mamy zaplanowane zwiedzanie muzeum Ferrari. Zakładamy oczywiście, że otworzą je do tego czasu, bo obecnie ze względu na panującą pandemię jest czasowo zamknięte. Zresztą zakładamy, że cały wyjazd dojdzie do skutku, choć to na razie jest "palcem po wodzie pisane". W każdym razie trasa wygląda tak jak poniżej.


Zacząłem też gromadzić dane na temat, przepisów obowiązujących w Niemczech i we Włoszech. Przepisy z Austrii już znamy, ale z pewnością sprawdzimy, czy coś nie uległo zmianie od zeszłego roku.





poniedziałek, 14 grudnia 2020

Podziękowania

Nieźle, dwa miesiące bez wpisu na stronie... Obecnie nie dysponuję nadmiarem wolnego czasu. Dlatego wpisy pojawiają się rzadziej. Opieka nad mamą, praca i obowiązki domowe w zasadzie szczelnie wypełniają czas dnia. Kilka słów o stanie mamy. Mama ma sparaliżowaną prawą stronę ciała. Poddawana jest rehabilitacji. Efekty niestety są mizerne. Dodatkowo mama ma afazję. Niestety w czasie COVID-19  nie sposób zorganizować pomoc logopedy. Rehabilitacja zresztą też została załatwiona po znajomości. Chciałbym tutaj bardzo gorąco podziękować pani Beni oraz pani Basi za pomoc. To dwie koleżanki mamy, które pracowały z nią w przychodni rejonowej. Bez ich zaangażowania nie udało by się zorganizować jednej z serii rehabilitacji. Oczywiście dziękuję również dobrym aniołom Ani i Ewie. Bez Ani nie było by niczego, a bez Ewy mama nie wykonywałaby żadnych czynności przy sobie. Nawet tych najprostszych. Ewa, mama jeszcze cię polubi :). Ania, a ty już na stałe jesteś członkiem naszej rodziny i o której godzinie byś nie zadzwoniła, to zawsze służę pomocą.

środa, 14 października 2020

Przegrana walka :(

12 października, godzina 14:00. Wychodzę z pracy. Przed głównym wejściem budynku Wydziału Chemicznego Politechniki Łódzkiej rozpoczyna się dramat. Wtedy jeszcze nie wiem, że będzie miał tragiczne zakończenie. Ale po kolei.

Wychodzę i widzę, że dwoje studentów układa mężczyznę w pozycji bocznej ustalonej tzw. bezpiecznej. Odruchowo zakładam rękawiczki jednorazowe. Odkąd zacząłem się szkolić z ratownictwa, nie rozstaję się z takim mini zestawem pierwszej pomocy. Pytam zgromadzonych ludzi czy ktoś dzwoni na pogotowie i czy ktoś widział co się stało. Z opisu studentów wynika, że mężczyzna wypakowywał jakiś ładunek z auta. Dwa pudełka średniej wielkości stały na ziemi. Podobno podnosił trzecie, ale je odstawił i upadł na ziemię. Przy okazji rozbił sobie głowę. Krwawienie jednak nie było zbyt obfite. Słyszę rozmowę z dyspozytorem pogotowia. Pytam, czy sprawdzano mu oddech. Nikt jeszcze nie zdążył. Zdejmuję maseczkę i przykładam polik do nosa poszkodowanego. Nie czuję oddechu. Sprawdzam tętno. Brak. Dostaję gęsiej skóry i krzyczę o osoby rozmawiającej z pogotowiem, że mężczyzna nie oddycha i nie ma pulsu. Przekładamy go na plecy i zaczynamy walkę o jego życie. Wiecie jakie to uczucie, jak wiecie, że od was zależy życie poszkodowanego oraz dalsze losy jego rodziny?

Wpadłem w trans. Zaczynam resuscytację. Nie widzę nic koło siebie. Mózg wykonuje milion operacji. Przypominają mi się w ułamku sekundy wszystkie szkolenia. Słyszę telefon głośnomówiący, gdzie dyspozytor pogotowi informuje mnie co mam robić. Rzucam przez zaciśnięte zęby, że jestem przeszkolonym ratownikiem i dam radę. Dalej ponownie wyłączają mi się zmysły. Nie mam worka rozprężnego, więc ze względu na COVID- 9, kierując się swoim bezpieczeństwem, podejmuję decyzję, że nie będę robił wentylacji (sztucznego oddychania) poszkodowanego. Pompuje. Seria 30 uciśnięć, dwie sekundy, przerwy i kolejna seria. Pompuję. Wołam defibrylator. Ktoś przynosi. Przecinamy błyskawicznie ubranie i naklejamy elektrody. Defibrylator wydaje komendy. Ale nie strzela nieprzytomnego, defibrylacja niezalecana. Dla niektórych to dobry znak. Ja wiem niestety, co on oznacza przy osobie która się zatrzymała... Po kilku minutach zaczynam sobie zdawać sprawę, że opadam z sił. Krzyczę do gapiów, żeby ktoś się przygotował, bo za chwilę będę sam potrzebował pomocy z powodu wycieńczenia. I tutaj pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, że od razu stało za mną kilka osób z założonymi rękawiczkami, gotowych do pomocy! Szacun wielki dla nich. Oni wiedzieli, co mają robić bez tłumaczenia! Jeszcze przed zmianą, krzyczę do jednej z osób, żeby ściągnął mojego współpracownika Adama. Wiem, że ma on jakieś doświadczenie w pierwszej pomocy, bo kiedyś o tym rozmawialiśmy. Nie wiem, kiedy przyszedł Adam, bo dopiero po tym jak zostałem zmieniony i doszedłem do siebie zauważyłem, że właśnie Adam już pompuje nieprzytomnego. Przyjechała też ochrona. W sumie złożył się zespół czterech osób które doskonale wiedziały co mają robić i działały. Kolejna moja zmiana. Pompuję, słyszę syreny. Minęło może pięć może dziesięć minut. Wiem, że ratownicy pojawili się dość szybko. Przyjechała karetka podstawowa, tzn. bez lekarza. Wysiadają ratownicy.

Cały czas nieprzerwanie trwa nasza akcja resuscytacyjna. Ratownicy podłączają profesjonalny defibrylator. Posiada on wbudowany kardiomonitor z którego można sporo wyczytać. Mają też worek rozprężny ambu i można wreszcie zacząć wentylację. Defibrylator ratowników wykrywa migotanie przedsionków i zarządza wyładowanie. Niestety jedno jedyne jak się później okaże. Na monitorze dwie proste linie. Pisk pomaga utrzymać odpowiednie tempo pompowania. Jeden z przybyłych ratowników wzywa karetkę specjalistyczną. Ta przyjeżdża gdzieś po kolejnych piętnastu minutach. My cały czas pompujemy, jeden ratownik wentyluje, a drugi podaje leki (na pewno adrenalinę, nie wiem co jeszcze, bo cały czas myślę, że muszę tego człowieka uratować dla jego rodziny). Podczas każdej mojej zmiany w pompowaniu, staram się zakląć monitor, żeby cokolwiek pojawiło się na wskaźnikach, ale linie pozostają proste. Widzę zegar odliczający czas, odkąd ratownicy podłączyli się do poszkodowanego. Minuty choć wolno to upływają nieubłaganie. Lekarz z karetki specjalistycznej wykonuje intubację. Nic to nie daje. Widzę na ekranie, że minęło już 36 minut. Wiem co to oznacza. Staram się opanować, ale emocje zaczynają być zbyt silne. 37 minuta moja zmiana. Pompuję jak oszalały, minęło zmęczenie. Lekarz mówi do mnie, żebym przy 39 minutach zatrzymał się. Mija 39 minuta. Lekarz przykłada stetoskop do poszkodowanego i mówi do nas, że kończymy. Mamy zgon. Łzy chlustają mi z oczu. Pierwszy raz ktoś mi zszedł. Przegrałem.

Do domu mogłem pojechać dopiero po dobrych 40 minutach, jak trochę zeszły ze mnie emocje. W domu cały wieczór wykonywałem analizy, czy przypadkiem nie można było zrobić czegoś szybciej, czegoś lepiej. Te pytanie pozostaną bez odpowiedzi. Niestety nieraz z naturą nie możemy wygrać.

wtorek, 1 września 2020

25 lat pracy zawodowej

Nie wiem czy się cieszyć czy nie z takiego jubileuszu. Do emerytury daleko, a młodym już człowiek nie jest... Nie mniej, to miłe ze strony Politechniki Łódzkiej. No i oczywiście w tej firmie takie gratulacje, wiążą się z konkretnymi gratyfikacjami finansowymi. Piszę o tym, bo znam firmy, które na jubileusz dają bezwartościowe monety...





poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Chorwacja 2020 - dzień dziewiąty i dziesiąty

Raport zdrowotny: wszyscy bez objawów.

Dzisiaj będzie ostatni wpis z wyjazdu. Jutro (czyli we wtorek) ruszamy w drogę powrotną. Szkoda, że tak szybko wakacje przechodzą do historii, a na następne trzeba czekać cały rok.


niedziela, 23 sierpnia 2020

Chorwacja 2020 - dzień ósmy

Raport zdrowotny - wszyscy bez objawów.

Popłynęliśmy na Blue Lagoon. Bardzo urokliwe miejsce. Tyle, że po środku niczego. Z pewnością nie dało by się tam wysiedzieć całego urlopu, bo po za przepięknym widokiem i jedną knajpą, ta nie ma dosłownie nic.




sobota, 22 sierpnia 2020

Chorwacja 2020 - dzień siódmy

Raport zdrowotny: wszyscy bez objawów.

Wczoraj zwiedzaliśmy Trogir i Primosten. Piękne miejscowości. Szczególnie Trogir wieczorem.